Przystanek 10 - Kraina Trzech Tysięcy Jezior

To już jest koniec wielkich równin. Za tymi oto niewielkimi wzgórzami, będącymi naturalną granicą, znajduje się kraina zwana trzema tysiącami jezior, Shjarny-Torckoga. Liczba ta jednak nie oznacza, że jest ich rzeczywiście dokładnie tyle. Według wierzeń ludów tych ziem jest to liczba święta czy też boska, która po prostu oznacza bogactwo. Czyli mowa o ziemiach bogatych w jeziora. Będziemy spotykać na naszej drodze pojedyncze grupki osób, jak i rybackie osady, czy to domy na palach, czy złączone łodzie, czy też zaludnione wysepki. Tubylcy bardzo cenią sobie swój spokój i przestrzeń. Najlepiej jakbyście się do nich w ogóle nie odzywali, i jedynie ich obserwowali. Nie są groźni, jednak potrafią na swój sposób być bardzo dowcipni, żeby nie powiedzieć wredni. Jak poczują, że się im naprzykrzamy, będą nam podrzucali Marir-Axali, co w wolnym tłumaczeniu znaczy pachnący piasek. W rzeczywistości są to sfermentowane glony, które straszliwie śmierdzą. Uwierzcie mi, tego zapachu nie zapomnicie do końca swoich dni. Z Marir-Axali wyrabiają alkohol, swoją lokalną nalewkę - Jheblo. Ta w końcowym efekcie smakuje całkiem nieźle, o czym mam nadzieję będziemy mieli szczęście się przekonać, bowiem zapobiega ukąszeniom tutejszych jeziornych much i pająków. Czekają nas pełne cztery dni podróży drogą wodną. Jak zwykle nie będzie przelewek. Łodzie są długie, płaskie i posiadają mały żagiel jako napęd. Dodatkowo używa się długich kijów do sterowania, i manualnego napędu. Wody są tutaj dość płytkie, porasta je mnóstwo roślin i mieszkają w nich setki gatunków stworzeń. Zanim jednak będziemy mogli owe łodzie kupić musimy dopłynąć do najbliższej wyspy Okaba. Zajmie nam to nieco ponad trzy godziny. Bierzemy się zatem za budowanie tratew. W międzyczasie zastanówcie się czym będzie płacić tubylcom za łodzie. A wcale nie one będą najdroższe, lecz aktualna mapa przeprawy przez jeziora do gór Arnolda. Przesmyki, kanały i rzeczki zmieniają się co najmniej co kilka lat ze względu na ulewne deszcze, płytkie dno i miękki, podatny grunt. 

Zobaczcie tylko, jaki ten świat jest tutaj niesamowity. Chmury odbija się od tafli tych niezmierzonych oczek wodnych. A pod ich powierzchnią cała masa ryb o pastelowych kolorach, pływają one slalomem pomiędzy połaciami glonów. Woda jest przezroczysta i tak przyciągająca wzrok, że aż ciężko jest w nią nie patrzeć. Nie dajcie się jednak skusić. Nie kąpcie się w niej i nie pijcie jej. Możecie natrafić na bardzo groźne pasożyty i bakterie. Tutejsi są do nich przyzwyczajeni, i w dużej mierze im ta woda nie szkodzi. Jednak obcy wielokrotnie zapadają w śpiączkę, dostają fatalnej wysypki, lub też śmiertelnie się zatruwają. Często jest tak, że to co jest piękne i smaczne, jest zakazane albo nie zdrowe. Może dlatego, że człowiek ma talent do destrukcji. To co mu się spodoba w stanie jest nadzwyczajnie szybko zniszczyć, wyeksploatować. Dlatego piękno się chroni jak może, raz bardziej skutecznie, raz mniej. Gdyby na przykład istniało tylko dobre jedzenie, same przysmaki, to nie mielibyśmy żadnej przyjemności z jedzenia. Apetyt jednak gwarantuje nam nie tylko przetrwanie, ale i sojusze, wspólnotę, kulturę i higienę hormonalną, a nawet harmonię duszy. Człowiek posiada kilka wielkich cech, a mianowicie jest stworzeniem inteligentnym, wszystkożernym i hiper adaptacyjnym. Co czyni z niego niezwykle groźne zwierze, które jest w stanie niemal w każdych warunkach sobie poradzić, przetrwać i rozmnożyć się. Niektórzy uważają to za jego zalety. Jednak człowiek zasiedlił oraz zdominował cały świat, co zdecydowanie jest jego największą wadą. Było to zbyt chaotyczne i niezaplanowane, po prostu się działo, historia się toczyła, rozwój nie hamował. Natomiast ten świat, tutaj, jest inny. Uczcie się od nich pokory w stosunku do natury, mądrości w prostocie, i wstrzemięźliwości w postępowaniu, życia w zgodzie, bez postępu, a raczej bez chęci czynienia postępów, przynajmniej tych technicznych, bowiem umysłowo i duchowo są wyjątkowo rozwinięci. To właśnie postęp techniczny zgubił człowieka, i chciwość. Jedno z drugiego wynika, a drugie pierwsze napędza. Duchowość i świadomość, w tych cechach tkwi prawdziwa przewaga i wielkość człowieka. Tubylcy nie są Buszmenami, do czego sami szybko dojdziecie, nie zamieniwszy z nimi nawet słowa. Oni siebie zwą Yothiop Oss-Kihoit, czyli ludzie bez ciała. Dla nich ciało to narzędzie, którym potrafią się doskonale posługiwać. Całe swoje człowieczeństwo, jestestwo widzą w swoich nieuchwytnych umysłach. To według ich przekonań jedyna piękna rzecz na świecie, której nie da się zniszczyć. Ruszajmy zatem na spotkanie. 

Jesteśmy zaopatrzeni w nowe narzędzia i produkty, które pozwolą nam przeprawić się przez krainę trzech tysięcy Jezior. Nie była to jednak jedyna wymiana. Będzie takich wymian jeszcze kilka, i obiecuję, że nie zostanie wam absolutnie nic z waszego starego życia. To są ostatnie tygodnie, aby zrezygnować z dalszej podróży złotym szlakiem, ponieważ potem, z zza gór Arnolda, nie będzie już nigdy powrotu. Nie tylko dlatego, że się nie da, lecz dlatego, że nie będzie już chcieli wrócić do starego świata, do swoich dawnych przekonań. Pytanie tylko czy jesteście na to gotowi, bo jeśli nie, to nie warto wstępować na tę ścieżkę. Musicie być pewni swego. Widzę po waszych twarzach i słyszę w rozmowach wielkie poruszenie. Przeżywacie to, że zostaliście zmuszeni do tego, aby się pozbyć ważnych dla siebie przedmiotów jak plecaki, menażki, kompasy, buty, noże, książki, pamiątki rodzinne. Każdy coś w swoim mniemaniu stracił. Jednak mówiłem, że ta wymiana będzie kosztowna. Bez niej nasze szanse byłyby minimalne, my natomiast powinniśmy dbać o to, aby na każdym kroku je zwiększać, gdyż tak czy siak warunki są trudne. W końcu odkąd podążamy złotym szlakiem wielu już odeszło. To są tylko rzeczy, już ich nie potrzebujecie, a życie macie jedno jedyne. Każdy mędrzec na tych ziemiach wam powie, że złoty powinien być umysł, nie zaś grobowiec. Będziemy się pozbywać starych i nabywać nowe, przydatne na tym oto szlaku. Będą to przedmioty na miarę przetrwania. Następne dni to prawdziwy sprawdzian. Okaże się, kto jest gotów na wielkie zmiany, między innymi zmianę postrzegania siebie i otoczenie. 

Dwie osoby posiadające dobry sprzęt wycofały się rakiem, gdy tylko zobaczyły co się święci. Kilka innych kupiło tylko mapy i stwierdziło, że łodzie zbudują sami. Ktoś mi przekazał, że chcą one same dostrzec do gór. Byłbym bardzo szczęśliwy, gdyby im się to udało. Mieć takich odważnych współ podróżujących to świetny temat do anegdot i opowieści. Nie zachęcam was jednak do odłączanie się. To silni i mądrzy ludzie, którzy się od nas odłączyli. Mam nadzieję, że jeszcze ich spotkamy. Jestem jednak pewien, że jeśli dotrą do krainy żółtych cieni, będą równie ogołoceni z dóbr materialnych jak my. Tubylcy na inny stan rzeczy nie pozwolą. Pełnią oni funkcje cerbera. Strzegą tego, aby na tereny królewskie, za górami Arnolda, nie przedostały się niepowołane osoby, przenoszące przedmioty niewiadomego dla nich pochodzenia. Im są do niczego nie potrzebne, ale i nam na nic się zdadzą, ponieważ całkowicie inne rzeczy gwarantują tutaj sukces. Góry to ostatni czas, żeby wtopić się w tutejszą społeczność, przybrać odpowiednie szaty, nabyć odpowiednie przekonania, odbudować energię, która w każdym z nas drzemie. W górach natomiast, będziemy szlifować język. Żeby przeprawić się przez morze, musimy dobrze dogadywać się z marynarzami. Żadnych obcych nie przeprawią na drugi brzeg. We wszystkich was wierzę, i żadnego z was nie zapomnę, i nie będę też miał do nikogo żalu, kiedy ktoś z was zdecyduje się odejść. Zrozumiem.

Odpływamy!

x

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Przystanek 6, Wielkie Równiny

Przystanek 2, Mitologiczne Bagno

Przystanek 3, Ogień Wyobraźni