Przystanek 2, Mitologiczne Bagno
Oto stoimy przed największym bagnem jakie istnieje. Jego historia sięga bardzo daleko, nikt dokładnie nie wie gdzie sięga, bowiem najprawdopodobniej nie jest to możliwe. Z tym trzeba nauczyć się żyć. Na ten czas nie jest nam dane poznać najczystszej prawdy naszego pochodzenia. Mówi się, że z tego bagna zrodził się pierwszy człowiek doliny: Hinazed. Wyrzeźbił on dla siebie kobietę z drzewa tkwiącego pośrodku bagna. Nazwał ją Jamesza, a następnie ją ożywił. To są nasze wierzenia. Czymże jest wiara? To przecież jedynie nasze dogłębne przekonanie o czymś, czego nie da się w żaden logiczny sposób wytłumaczyć, czego nie można dotknąć, czego nie udaje nam się wyrazić nawet tak skutecznym narzędziem jak słowa. Możecie odnieść takie wrażenie, że stoję w opozycji do wiary. To jedynie wrażenie. Wiara może być naprawdę potężna. Lecz wiara ta nie ma wiele wspólnego z opowieściami ludowych bajarzy. Biorąc pod uwagę, że ani Hinazed ani Jemesza nie potrafili pisać, nie mogli nam też niczego przekazać. Skąd zatem możemy wiedzieć kim byli, co robili i jak wyglądał świat za ich życia. Nie wiemy czy byli sami, czy z kimś się porozumiewali, czy mieli jakiś cel, który przed śmiercią mieli osiągnąć. A wszelkie przekazy ustne z pokolenia na pokolenie nabierają barw z każdym stuleciem, aby z ich zwyczajnej historii rodu stworzyć wielką legendą o bohaterstwie i przeznaczeniu. W końcu mówi się, że tych dwoje wraz z dziećmi, a następnie całym ludem dotarli na pobliską górę Semjase. Tam zaś mieli wybudować skalne miasto, będące stolicą kraju. Jest wiele przypowieści i mitów, dlaczego niektórzy potomkowie Hinazed i Jemeszy zamieszkali znów w dolinie. Z każdej z nich wynika, że było to ważne, że był to historyczny wówczas powrót do korzeni. Inna duża grupa wyemigrowała, i częściowo będziemy przemierzać te same przestrzenie. Garstka z nich stworzyła nowe królestwo, daleko, daleko stąd.
Teraz mamy wielki zamek w ruinach na skale - pozostałości miasta warownego, najpotężniejszego narodu tamtej epoki. Dolina zaś stała się symbolem pokoju, ciszy i życia blisko natury. Przez tę ciasnotę wśród drzew i miliony cieni ich koron staliśmy się zamknięci na świat. Jesteśmy potomkami błotnych ludzi, i z tego powinniśmy być dumni, co do tego nie mam wątpliwości. Nie mam też wątpliwości co do tego, że powinniśmy na nowo odkryć ten zapomniany świat, otworzyć szeroko oczy, czyli uwolnić dusze, oraz oddać serca, czyli miłować bez wzajemności. Osiągnięcia, sukcesy, wzrastanie i rozwój są drogą do Boga, nie zaś karmą dla pychy. Na razie nie pytajcie kim jest Bóg! Jeśli w ogóle będzie dane nam go poznać, nie będzie na pewno tym, za kogo go mamy, ani tym, co wymyślamy w naszych pięknych głowach. I nie celem samym w sobie jest do tego dążyć, aby go wymyślić i poznać - co już samo w sobie brzmi groteskowo. Celem samym w sobie ma być proces dążenia do niego. Samo bowiem do niego dotarcie, o ile możliwe, nie będzie sukcesem, lecz faktem - skutkiem całego ciągu sukcesów, efektem naszej wewnętrznej siły, ciężkiej pracy, pokonanych wyzwań. I to tyczy się każdego, najmniejszego celu. Każdy krok się liczy. Jeden w przód, dwa w tyłu, trzy w przód - tak w przybliżeniu wygląda postęp. Z każdym krokiem nasze oczy i serca stają się szlachetniejsze, pokorniejsze i silniejsze. Czerpmy przyjemność z przekraczania swoich granic przemierzając Złoty Szlak. Te najpiękniejsze chwile przeżywamy wtedy, gdy wykazujemy się uznaniem dla samych siebie; wtedy, kiedy możemy obejrzeć się za siebie i zadumać nad bezmiarem przebytej drogi pełnej przeszkód. Obróćmy się, zobaczmy… Proszę bardzo… Przeszliśmy kilkanaście kilometrów brodząc w grząskim błocie, aby tu dotrzeć. Jesteśmy po kolana oblepieni śmierdzącym archaicznym błotem. Bijmy sobie brawo. Teraz, teraz, o tak, głośniej! Wszyscy, wszyscy! Bijemy brawo!
To na tej drodze musieliśmy się napocić, utrzymywać równowagę, stawiać rozważnie kroki, pomagać sobie nawzajem, główkować i znajdywać rozwiązania, aby pokonać przeszkody. I nie jest już dla nas takie dziwne, że tu dotarliśmy, prawda? W końcu wiemy, ile kosztowało nas to wysiłku. I oto właśnie w tym chodzi. Nie cel, lecz droga do celu nas kształtuje. Żeby utrwalić sobie ten fakt, rozbijemy tutaj obóz i zostaniemy kilka dni. Nauczymy się współpracować, nauczymy się wiele o sobie, o innych, i o tym co nas otacza.
Komentarze
Prześlij komentarz