Przystanek 7, Wielkie Równiny /Pułapka
Pierwsze godziny wędrówki wśród wysokich traw i gorącej od słońca ziemi były ciężkie do wytrzymania nawet dla najtwardszych. Równiny słyną z upałów i zacinających, suchych wiatrów, które wprawiają ostre krzewy w diabelski taniec. Kolce tną na oślep, ranią bez sumienia, wysokie trawy oplatają szyję, przyprawiając o zawrót głowy, a wielkie bąki wplątują się we włosy, czego w najdalszym pokrewieństwie nie można nazwać przyjemnością. Teraz jednak rozpościerał się przed nimi wielki dywan z piasku, który tu wyrósł nie wiadomo skąd. Żółto szary odcień łączył się z niebieskim niebem na horyzoncie, i aż dziw, że nie ma w tym nic pięknego. Wśród wędrowców rozchodzi się jęk przerażenia. To nie wygląda jak złoty szlak, przypomina za to do złudzenia najgorszy sen - przestrzeń, którą należy ominąć szerokim łukiem. Wiatr huczy niczym zepsute tuby i puzony. Chmury zachodzą, a temperatura drastycznie spada o kilkanaście stopni. Wszyscy zbijają się w ciasną grupę. Przewodnik przemawia. Wiem, że te ...