Przystanek 5, Ruiny Zamku

Wielu z was z pewnością się zastanawia, dlaczego nas ten cholerny Ernest zaprowadził na Zamek najtrudniejszym podejściem z możliwych; dlaczego musieliśmy przedzierać się przez gęste krzewy, wspinać się na drzewa, przeciskać przez pionowy komin, czołgać przez wydrążony otwór w wielkiej skale, brudząc się podczas tego podejścia błotem, zdzierając skórę o pieskowe powierzchnie, raniąc się ostrymi kolcami krzewów dzikiej róży i agrestu, parząc skórę o liście pokrzywy, szpikując sobie dłonie i golenie igłami ostu? Dlaczego?

W pierwszym rzędzie pragnę przeprosić was, moi drodzy, lecz przejście tej drogi było konieczne dla zrozumienia istotnej sprawy. Gratuluje wam, bo dostać się tu z ciężkim plecakiem jest naprawdę sukcesem. Zresztą, niestety, niektórzy się poddali, poszli dookoła - Ci najpewniej przy następnej okazji, czyli przed kolejnym wyzwaniem, całkowicie zrezygnują ze Złotego Szlaku. Bardzo was proszę, bądźcie dla nich łaskawi, pomagajcie im, wspierajcie ich, tak jak potraficie najlepiej, jednocześnie nie róbcie zbyt wiele za nich, nie wyręczajcie ich z obowiązków. Wyobrażacie sobie na pewno, że tyle samo trudu, albo i więcej, musieli sobie zadać dawni ludzie, którzy znaleźli to wzgórze i tę polanę. To byli nasi przodkowie, którzy wyznaczyli teren pod budowę tego oto Zamku na górze Semjase, niegdyś Centrum Narodu, Perełka Epoki. Pierwsze materiały budowlane docierały tutaj właśnie tym szlakiem, wówczas jedynym możliwym. Setki lat temu nie był on wcale łatwiejszy do przebycia. Zaangażowani byli wszyscy przedstawiciele społeczności. Mężczyźni nosili ciężkie materiały, rzeczy, przedmioty i zajmowali się całą budową Zamku. Żaden wół, koń czy osioł by się tędy nie przeprawił. Swoją rolę pełniły jednak psy, które kilkukrotnie w ciągu dnia kursowały pomiędzy miastem a budową z przypiętą i dopasowaną do tułowia torbą - w niej znajdowała się korespondencja. Wiadomości zawierały informacje o stanie załogi, zasobie prowiantu, potrzebnych materiałach budowlanych, narzędziach, ubraniach etc. Dzieci i młodzież kilka razy w tygodniu pomagały nosić lżejsze rzeczy: suszone mięso, chleb, wodę w skórzanych workach, wino i podpiwek w glinianych dzbanach, suszone owoce, kasze, ziarna, nasiona, medykamenty, bandaże i ubrania. Kobiety w mieście gotowały, naprawiały, szyły, cerowały, produkowały, wytwarzały, pisały kroniki, malowały, leczyły, hospitalizowały. Wszystko było podporządkowane budowie Zamku. Pracy było bez liku, dla każdego, od rana do nocy, a co więcej większość czuła się spełniona i szczęśliwa, tak mówią kroniki. I można im wierzyć w tym przypadku. Praca, cel i spełnienie są tym, co człowiek sobie najbardziej ceni, kiedy już wypleni z siebie lenistwo - pogardę do upływającego czasu. 

Nadal widać z jak ogromną pieczołowitością Zamek ten wybudowano. Położenie wedle rozkładu gwiazd z ukierunkowaniem na gwiazdozbiór wagi - symbol równowagi i sprawiedliwości. Korytarze i poszczególne pomieszczenia zaplanowano tak, aby codzienność była płynna i ułożona, aby nikt sobie w drogę nie wchodził. Ściany główne, otwory okien, kominy i wieże wciąż trzymają się nienajgorzej. Dociekliwi nadal odkryją ogrody i tarasy, które łączyła kiedyś ścieżka. W sumie liczyła ona trzy i pół kilometra. Spacerowało się nią wśród kwiatów ozdobnych, labiryntów żywopłotów i krzewów, sadów jabłoni i gruszy, ogródków zielnych, skalniaków, przemierzało się mostki, kładki, schody i tunele. Dbano bardzo o Zamek i jego otoczenie, o ludzi i zwierzęta, dopóty dopóki nie nadeszły ciężkie czasy - zaczęła się susza, zaczęły się wojny, co sprzyjało nie urodzajności gleb, chorobom i zatrzymaniem rozwoju. Wszystko działo się powoli, krok po kroku, nikt się nie zorientował, że naród jest na skraju bankructwa, było tyle spraw do ratowania, tyle walk do stoczenia, tyle błędów przeszłości do naprawienia, tyle planów na przyszłość do zrobienia, że całkowicie zapomniano o tym, co właściwie ma miejsce, tu i teraz. Kiedy już było za późno, wielu się zastanawiało: czy nie warto było po prostu skupić się na ludziach, gospodarce, dobru teraźniejszości? Naród legł w gruzach i trzeba było nie jednego, a wielu bohaterów, aby je wskrzesić. Bardzo długo zajęło dalekim potomkom Hinazeda i Jemeszy odbudowanie dotychczasowego, spokojnego życia sprzed wielu, wielu lat, jeszcze za Panowania Króla Rotan Aza Yerge Hin VII i jego dzieci. Kolejni synowie i córki władały królestwem, coraz bardziej czuli się niezniszczalni, powoli zapomnieli o ludzkich słabościach, zapomnieli o małych przyjemnościach i wielkich prawdach, ignorowali setki lat rozwoju, w końcu zgubiła ich pycha i chciwość. Granice przykrego upadku się zacierały i przeplatały. Stało się. Lecz mimo wszystko udało się powrócić do normalności, ustabilizować codzienność i od nowa pracować na godne życie. I właśnie wtedy naród się podzielił, po tym kiedy wspólnie udało się go odbudować. Jedni wrócili do doliny, bowiem chcieli wrócić tam, gdzie są ich najgłębsze korzenie. Nie chcieli już zgiełku Skalnego Miasta. Drudzy zostali na Zamku w przekonaniu, że to jest ich prawdziwy dom, z którego pochodzą, że tam się zaczęło i skończy ich drzewo genealogiczne.

Ta cała opowieść może nas czegoś nauczyć. Oh! Spokojnie! Nie spodziewałem się, aż takiego gwaru. Temat może wzbudzać wiele emocji, zgadzam się, wstrzymajcie się jednak jeszcze chwilę. Czy nie jest tak, że w środku w nas, znajduje się takie królestwo, które ma swoją historię, swój zamek, swoją dolinę, swój lud i władców? Sądzę, że każdy z nas ma w sobie tysiące głosów, poglądów, teorii, zasobów mocy i słabości. Mamy lepsze czasy i gorsze. Lepszymi się cieszymy, gorszymi się martwimy. To, co się zniszczy próbujemy odbudować, zwłaszcza jeśli włożyliśmy ogromny wysiłek, aby to najpierw stworzyć. Przy tym wszystkim życie jest często takie niejednoznaczne, nie czarno białe, lecz przeplatane, kolorowe niczym motyle skrzydła, lekkie i trudne zarazem, przepełnione chwilami grozy i szczęścia. Często próbujemy uciec przed życiem, gonić byle do przodu, jakby tam miała nas zastać wieczna radość i dożywotni dobrobyt. Zapominamy o tym wspaniałym Zamku, o tym z trudnem wybudowanym królestwie. Każdą cegłę wznieśliśmy z takim wysiłkiem, z jakim weszliśmy dzisiaj na to wzgórze. Bo życie nie jest łatwe, i nie należy się wstydzić o tym mówić. Potrafimy wiele przetrwać i przezwyciężyć, potrafimy kochać i wybaczać, jeśli tylko tego chcemy, i powinniśmy być z siebie dumni, i także o tym nie należy się wstydzić mówić. Tymczasem wielu z nas wstydzi się. Czasem wolimy się zamknąć w jednej z ciemnych komnat, nie uznawać swojego dzieła, wysiłku, swoich dokonań i sukcesów, aniżeli obejrzeć wszystkie starania i doświadczenia także z zewnątrz, być z nich dumni, doceniać je. Nawet jeśli są to ruiny jednego z wielu zamków w naszym królestwie. Bądźmy łaskawi dla jego historii, w wyobraźni przywróćmy jego dawny blask, uszanujmy to, że jego rola się zakończyła, a teraz jest ruiną, niegdyś czegoś wielkiego, ważnego. Ruiny są tak samo ważne, jak prężne budowle. Dają nam do myślenia, przypominają, aby cieszyć się tym, co mamy teraz, bo jeśli nie, to goniąc życie albo przed nim uciekając, staniemy niepostrzeżenie przed ruinami i zapłaczemy nad tym smutnym widokiem, miast uśmiechnąć się dumnie na widok tego, jak pięknie starzeje się nasze doświadczenie, nasz dawny sukces, nasze spełnione, ale już zapomniane marzenie. Zawsze możemy to miejsce odwiedzić, a nawet po części odbudować lub chociaż wzmocnić, ratując to, co niszczeje - chyba że taka jest nasza wola, aby niszczało. Każdego dnia podejmujemy trudne decyzje w samotności duszy, między innymi o tym gdzie przynależymy: do Doliny czy do Zamku. Tych decyzji także nie powinniśmy się wstydzić. 

Czy teraz to trudne wejście na to wzgórze nadal wam się wydaje takie bezsensowne? Czy poniesione rany nadal wydają wam się takie straszne? Teraz, gdy możecie oglądać nie tylko Ruiny Zamku na górze Semjase, ale także te w sobie, w jasnym świetle swojej świadomości.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Przystanek 6, Wielkie Równiny

Przystanek 2, Mitologiczne Bagno

Przystanek 3, Ogień Wyobraźni